Przejdź do głównej zawartości

Sytuacje kryzysowe - teoria na początek - odwrócenie uwagi, zaskoczenie, śmiech

Dziś z trochę innej beczki. Może nawet zacznę cały cykl, bo to i wdzięczny, i szeroki temat. A i czasem może poszukiwany.

Może cykl, a właściwie to dwa, które się właśnie rodzą w mojej głowie zacznijmy od odrobiny teorii. Takiej wiecie w moim osobistym, tatusiowym wykonaniu, żeby nie było, że to jakaś wiedza wyuczona i przyjęty oficjalnie kanon. Nie - to moje odczucia, które myślę przynajmniej w części z tą oficjalną wiedzą mogą się pokrywać.

Tak. Nie ma się co oszukiwać zajmowanie się dzieckiem to niesamowicie miłe, dające wiele radości i satysfakcji zajęcie :) Tak. Jednak...

Jest to też żmudna, czasem monotonna i niesamowicie ciężka praca tak fizyczna, jak i umysłowa.

Dziecko, zwłaszcza to mniejsze nie potrafi zająć się dłużej jedną rzeczą, przez co trzeba mu wymyślać cały czas nowe i nowe zajęcia. Inaczej się znudzi. A znudzone dziecko to marudne dziecko. A marudne dziecko to płacz i zgrzytanie zębów... No może nie zawsze, ale i tak też jednak bywa.

Nie mogę też pominąć faktu, że tak, jak w naszym przypadku mając dwójkę małych brzdąców trzeba myśleć inaczej niż mając jedno. Jednemu można poświęcić całą swoją uwagę  i jak coś nie pasuje zmienić podejście, zajęcie, zabawę, otoczenie.

Jeśli dzieci jest dwójka (przy większej ilości pewnie też) trzeba sprytu i nieraz wielkich kombinacji, bo to, co pasuje jednemu dziecku nie koniecznie musi podejść i drugiemu.

Skutkiem czego częste są sytuacje, gdzie jeden brzdąc jest zadowolony, a drugi zaczyna się dąsać, płakać i być ogólnie w złym nastroju. Najczęściej niestety nie trwa to jednak długo. Niestety zapytacie?

Niestety, bo humorki bardzo łatwo przeskakują z jednego berbecia na drugiego i niestety (przynajmniej z mojego doświadczenia) te gorsze nastroje jakoś łatwiej się roznoszą :(

Tu pojawia się rola rodzica, by zachowując spokój (oj wiem, wiem, że to bardzo niełatwe) umiejętnie zastosować jeden z lepszych wybiegów w naszym arsenale rodzicielskich broni, jakie w tej sytuacji możemy użyć. Odwrócenie uwagi!

Tatusiowie mają gorzej w przypadku dzieci karmionych piersią. Tam mamy mają wielkie pole do popisu - wyjmują pierś (taki przenośny uspokajacz, zaspokajacz potrzeb dziecka) i najczęściej jest po sprawie. Smoczki działają, acz nie w porównaniu gorzej. Niestety nie wiem jak jest w przypadku dzieci karmionych butelką.

Wróćmy jednak do naszej najskuteczniejszej (nie zawsze niestety) broni - odwrócenia uwagi. Co to takiego i jak działa?

Otóż, w takich sytuacjach trzeba szybko improwizować "O ptaszek", albo "o jaki super samochodzik bum, bum, tut, tut", czy też "O a co ten misiu tutaj robi?"

Klucz w tym, by wymyślić szybko, jak najszybciej - zanim jeszcze dziecko się porządnie rozpłacze - coś co może je zainteresować. Coś na czym na chwilkę skupi znów swoją uwagę.

Jeśli pomysł nie złapał, nie ma się co zrażać, bo będzie gorzej. Trzeba szybko wymyślić coś innego. Zaskoczenie. Złapać np. tego misia, niech miś weźmie samochodzik i nim jeździ albo robi coś nieprzewidzianego: idzie i się przewróci. Coś śmiesznego. Śmiech - kolejny patent - nawet chwilowy, zwłaszcza rozpoczęty przez rodzica (dzieci uczą się obserwując i naśladując - to my je uczymy, kiedy trzeba się śmiać, kiedy być zawstydzonym, często nieświadomie przekazujemy im tą wiedzę) może być zbawienny.

Jeśli i taki pomysł nie chwycił, czasem trzeba zmienić otoczenie. Wyjść szybko do innego pokoju (kolejny raz zaskoczenie - dziecko nie wie co się dzieje, ale się dzieje), podejść do okna "o zobacz, wiewiórka, tam, tam uciekła" (nawet jeśli jej tam nie ma, można powiedzieć że uciekła lub schowała się).

Przy więcej niż jednym dziecku istnieje zawsze ryzyko, takie, jak i przy wymyślaniu zabaw, że to, co zadziała na jedną pociechę nie zadziała na drugą i trzeba będzie się jeszcze bardziej nagimnastykować, ale co innego nam pozostaje?

Kobiety czasem płaczą. Nie raz kiedy rozmawiały ze sobą koleżanki z pracy słyszałem teksty typu: "Ona płakała, ja płakałam razem z nią (czy z nim - córcią lub synkiem), już nie mogłam nic wymyślić, usiadłam i obie wyłyśmy".

Panowie chyba jednak nie mogą sobie pozwolić na taki "komfort". Czy to dobrze czy źle - kulturowe zaszłości, nie o nas tu jednak mowa.

Jednak (jak zwykle są wyjątki) taki nieprzewidziany płacz taty, wystarczy udawany ;) też może wprowadzić element zaskoczenia i odwrócenia uwagi. Dzieci mają zwykle dość mocną empatię. Dopóki nie wpadły jeszcze w stan"ryku totalnego" jest szansa, że zdziwi je ta sytuacja, "tata przecież nie płacze", same zaczną nas przytulać, pocieszać i już sprawa może być rozwiązana.

Szansa. Dobre określenie, bo ta akurat metoda jest dość ryzykowna. Może doprowadzić do zaognienia sytuacji, wiec trzeba ją stosować z wielkim wyczuciem.

Pomysłów może być i więcej, ale to już przy innych okazjach z serii o zabawach i sytuacjach kryzysowych, zachęcam do komentowania i śledzenia strony.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Unnamed Memory - spokojna seria z ratujacym całość ostatnim odcinkiem

 W świecie magii i miecza, gdzie najpotężniejszymi magami są długowieczne czarownice, w królestwie Farsas narodził się książę Oscar. W bardzo młodym wieku książę ten został przeklęty przez Czarownicę Ciszy. Klątwa sprawiła, że żadna kobieta nie może urodzić mu dziecka, a co za tym idzie nie będzie mógł doczekać się następcy tronu i królestwu grozi anarchia.