Przejdź do głównej zawartości

Ciąża po raz drugi

Każdy poród jest inny. Każda ciąża jest inna. Takie zdania co chwila padały z ust położnych, które przygotowywały nas na to, jakże ważne wydarzenie podczas szkoły rodzenia. Panie naprawdę wiedziały co mówiły. Zanim jednak o porodzie wypadałoby słów kilka napisać o tym, co przed nim.

Chcieliśmy mieć drugie dziecko dość szybko. Na każdym niemal kroku ludzie "radzili" nam rzeczy w stylu: "Wychowa się jedno przy drugim", "zróbcie sobie jeszcze jedno, będziecie mieć parkę".

Po własnych przemyśleniach doszliśmy do wniosku, że może i lepiej będzie mieć drugie dziecko, tak "z rozpędu". Później jak pierwszy synek podrośnie, da trochę odetchnąć rodzicom, to "może nie będzie nam się już chciało znów bawić w pieluchy" albo bardziej to odczujemy, a tak to "będziemy w transie" i jakoś to pójdzie.

Postanowiliśmy nie zostawiać tego przypadkowi, zaplanować odpowiednio, wziąć sprawy w swoje ręce i działać...

Ha ha!

Akurat w tej kwestii dużo można sobie zaplanować. O ile niektórym może się wydawać, że coś w tej materii zaplanują i czasem nawet plany mogą się pokrywać z tym, co się stanie, to jednak w większości przypadków, jak się chce żeby się potomek pojawił, to może być z tym drobny problem, a jak się chce tego uniknąć również może się pojawić niespodzianka ;)

Nasze "plany" rozminęły się z rzeczywistością jedynie o miesiąc. Nieźle. Tyle tylko, że wszystkiego przewidzieć się nie da.

Starszy synek jeszcze wisiał jeszcze czasami na piersi, mleko z butelki mu podchodziło, ale wiadomo - mama najlepsza. Chociaż tak z perspektywy czasu patrząc, to chyba o bliskość i przytulanie chodziło najbardziej. A że chłopak, to wie, że pierś to pierś. To jednak to, co chłopaki lubią najbardziej.

Takie zachowane rodziło jednak swoje konsekwencje. W naszym przypadku niestety niezbyt przyjemne.

Czy to od wysiłku, od karmienia piersią (w jakimś stopniu zaburza gospodarkę hormonalną u kobiety), czy jeszcze z innych powodów gdzieś w połowie ciąży pojawiły się komplikację. Żona musiała więcej odpoczywać, a Artuś musiał zadowolić się już tylko przytulaniem.

O ile dziecku odcięcie od piersi poszło jakoś w miarę sprawnie (tak się nam wydawało), poza mlekiem jadł już przecież od dłuższego czasu wiele innych rzeczy (dla przyszłych ojców - nazywa się to rozszerzaniem diety, ma mniej więcej określone ramy czasowe, co kiedy powinno dziecko dostać do jedzenia, żeby nauczyło się odpowiednio trawić i wiedziało, że to zdatne do jedzenia).

O tyle mamusia, której pierwszy synek częściej był nie w sosie, prężył się itp. (chyba nieuniknione skutki tegoż właśnie rozszerzania diety - zanim brzuszek nauczy się odpowiednio trawić niektóre pokarmy mogą pojawić się takie, czy inne "niedogodności", a może to po prostu normalna reakcja dziecka, którego mama nagle mniej może się nim zajmować) nie mogła obok takiego marudnego potomka przejść bez przytulenia, pobujania itd. To niestety stwarzało realne zagrożenie pogłębienia problemu z donoszeniem ciąży.

Pewnego letniego dnia żona poczuła ból brzucha. Od dłuższego czasu obawiała się, że będzie musiała iść do szpitala, gdzie pewnie położyliby ją na jakiś czas na oddziale - co zresztą jej ginekolog proponował nieco wcześniej (w ogóle wizyty u ginekologa to ciekawy temat na cały artykuł, nawet na kilka, ale to innym razem, może uda mi się kiedyś o tym napisać). Nie mogła pogodzić się z myślą, że musiałaby zostawić małego synka w domu. Tym razem jednak sprawa wyglądała już dość poważnie.

W szpitalu powiedzieli, że żona musi się położyć, podadzą leki, które mają zapobiec skurczom. Lekarz prowadzący był niezbyt zadowolony, ósmy miesiąc ciąży dopiero się kończył i do wyliczonego terminu został jeszcze miesiąc.

Żona kazała mi jechać do naszego dziecka, żebym chociaż ja był z nim. Ona sama została pod kroplówką i inną różną aparaturą.

Kiedy panie na szkole rodzenia omawiały poszczególne znaki zapowiadające poród i jego etapy zapytaliśmy, jak poznamy, że poród się zaczyna, żeby nie jechać za wcześnie, opisywały wszystko dokładnie, ale mówiły również coś w stylu: "Będziecie wiedzieć. Pod koniec ciąży mogą wystąpić skurcze zapowiadające, ale jeśli poród na prawdę się zacznie, to skurcze będą inne, a samej akcji raczej nie da się przerwać" (mogłem nieco przekręcić).

Rzeczywiście koło północy dostałem telefon od żony.

- Przyjeżdżaj. Nie udało się zatrzymać, poród się zaczyna.

Tak to w ogromnym skrócie wyglądała nasza druga ciąża, a post o porodzie dodam niebawem, już jest bowiem prawie napisany, tylko uznałem, że dobrze byłoby wpierw opublikować taki wstęp ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Unnamed Memory - spokojna seria z ratujacym całość ostatnim odcinkiem

 W świecie magii i miecza, gdzie najpotężniejszymi magami są długowieczne czarownice, w królestwie Farsas narodził się książę Oscar. W bardzo młodym wieku książę ten został przeklęty przez Czarownicę Ciszy. Klątwa sprawiła, że żadna kobieta nie może urodzić mu dziecka, a co za tym idzie nie będzie mógł doczekać się następcy tronu i królestwu grozi anarchia.